...towarzyszył mam, wyglądający ciekawie zza drzew, olbrzymi księżyc w pełni, otoczony wielkim, mieniącym się „halo”...
W sobotę 30.01.2010 r. odbyła się VI „Zacietrzewiona Wyprawa” organizowana przez klub przyrodniczo-turystyczny przy Wyszkowskim Ośrodku Kultury „Hutnik” - „Leśna Szkoła”. Wyprawa zaczęła się o godzinie 14.00 na stacji kolejowej, Mostówka, dokąd uczestnicy dojechali pociągiem. Od początku było jasne, że obfitość śniegu, bardzo utrudni poruszanie się po lesie. Zresztą, nie dużo łatwiej było na, mało w zimie uczęszczanych, leśnych duktach.
Trasa prowadziła najpierw na szczyt najwyższego, w naszych okolicach wzniesienia tzw.
„Gołą Górę”. (106,5 m n.p.m.) Potem, w kurzawie, zbiegliśmy w dół, na jej drugą stronę i szliśmy u podnóża wydm, przedeptując, przez zaspy, tworzące się na odkrytej przestrzeni łąk, zwanych,
„Mieniugami” - własną ścieżkę. Po osiągnięciu drogi na Tryce weszliśmy na wydmy i ich grzbietem dotarliśmy na
punkt widokowy „Nad Wrzosowiskami”. Tu zawsze należy dokładnie się rozejrzeć, bo również zimą, widok jest niezwykły...
Po odpoczynku i dłuższym, ale bezskutecznym poszukiwaniu, jakiejś, choć trochę przetartej drogi, zdecydowaliśmy się na marsz, przebiegającą obok, linią
Traktu Litewskiego zwanego też Napoleońskim, niestety również całkowicie zasypanego śniegiem. Przedzierając się tą trasą dotarliśmy w pobliże Lucynowa i tuż przed zmierzchem zatrzymaliśmy się na dłuższy postój, na którym rozpaliliśmy ognisko i upiekliśmy kiełbaski.
Humory się poprawiły, wydostaliśmy się z lasu i poruszaliśmy się dalej, trzymając się już tylko jego krawędzi. Wkrótce zrobiło się zupełnie ciemno, przez co nasza
droga "Przez Zaspy", stała się jeszcze trudniejsza. Po dłuższym czasie minęliśmy, mrugającą do nas światełkami,
wieś Fidest i dotarliśmy do skrzyżowania z dwoma krzyżami. Tu skręciliśmy w lewo i bez odpoczynku brnęliśmy dalej, potykając się w koleinach, wyciśniętych przez jakiś poprzedzający nas pojazd, oblepieni do kolan lepkim śniegiem, nierzadko zalegając w śniegu na postojach...
W ostatniej części marszu towarzyszył mam; olbrzymi księżyc, ciekawie zerkający zza drzew. Wyglądało to szczególnie tajemniczo, gdy mijaliśmy sterczące, ciemne, nieco pobielone śniegiem, olchy - sterczące, na uroczyskach Fidestu i wtedy, gdy księżyc otoczyło wielkie, mieniące się „halo”...
Do Wyszkowa dotarliśmy w przewidzianym czasie przed godziną 20.00. Jurek Sitek.