
Z Loretto po NPK
W czerwcu, wybrałem się z jedną z pierwszych klas Gimnazjum nr 2 na trzydniowy wyjazd, którego baza znajdowała się na terenie sanktuarium w Loretto. Już w czasie dojazdu pod czujnym okiem wychowawczyni pani Marii Decyk, wykorzystując, trochę pogmatwane ścieżki "Leśnej Szkoły", dotarliśmy do wielu interesujących miejsc, z których można wymienić: mogiłę nieznanego żołnierza, poległego w 1939roku, w okolicach Kółka, pomnik powstańców z 1863 roku, grób gdzie zostali pochowani dziadkowie kardynała Stefana Wyszyńskiego i muzeum etnograficzno-historyczne pana Henryka Słowikowskiego w Kamieńczyku...
Następny dzień, jeszcze bardziej aktywny, wykorzystaliśmy na zapoznanie się z fragmentami Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego. Na początku dotarliśmy nad Bug w pobliżu tzw. "Rafy". Potem, pokonując wiele przeszkód i podziwiając rozległy krajobraz widziany z podcinanych przez rzekę wydm, poruszaliśmy się wzdłuż brzegu, aż do rzeczki Wilżanki. Przeciskając się wąską ścieżką wzdłuż jej brzegów dotarliśmy do miejsca, gdzie można było pokonać ją w bród. Stąd, było już dość blisko do letniskowego Szumina. Klucząc ścieżynkami wzdłuż "Szumińskiego Jeziorka", obejrzeliśmy "przerwankę", która kilka lat temu zmieniła koryto rzeki i w końcu dojechaliśmy do centrum tej miejscowości. Przy sklepie, jedząc lody; trochę odpoczęliśmy i ruszyliśmy jadąc najpierw wzdłuż krawędzi rezerwatu świerków; Jegiel, a potem; piaszczystą drogą na Brzuzę, aż do ścieżki dydaktycznej poprowadzonej wzdłuż nieuregulowanej, meandrującej rzeczki. Zapoznaliśmy się z tablicami wprowadzającymi w leśne tajniki rozstawione wzdłuż ścieżki i korzystając z okazji "wypróbowaliśmy", rewelacyjne pod względem krajobrazowym, choć czasami nieco karkołomne; rowerowe i piesze szlaki turystyczne w kierunku Jerzysk...
Po dotarciu do Jerzysk, miejscowości w dużej części letniskowej, prawie natychmiast opuściliśmy wygodną asfaltową drogę i jadąc piaszczystym, leśnym traktem; odnaleźliśmy pomnik POS Jerzyki. Z umieszczonej obok tablicy zapoznaliśmy się z historią oddziału i wydarzeniami związanymi z tym miejscem. Dalsza droga była dość uciążliwa, bo jeszcze bardziej piaszczysta. Sporą jej część trzeba było pokonać pieszo. Zmęczeni dotarliśmy do miejscowości Łazy Kaczeniec. Od tego miejsca, korzystając z twardszych nawierzchni, poruszaliśmy się dużo łatwiej, czasami wręcz mknęliśmy. Jadąc jeszcze pewien czas; drogami o różnej nawierzchni, podziwiając wielkie dęby i pokonując po kładce, o dość wątpliwej konstrukcji z gałęzi, ciek wodny, dotarliśmy do brzegów Liwca. Po drugiej stronie czekał na nas obiad, więc by zdążyć na czas, po krótkim rozpoznaniu; zdjęliśmy buty, podwinęliśmy wysoko nogawki i pokonaliśmy rzeczkę w bród niosąc lub wlokąc rowery... Jeszcze tego dnia, przed wieczorem; jedna z sióstr oprowadziła nas i zapoznała z sanktuarium. Późnym wieczorem, właściwie już w nocy, wybraliśmy się na dłuższy spacer, z małym dreszczykiem...
Ostatniego dnia, po starannym sprzątnięciu zajmowanego budynku, wracaliśmy, czasami pędząc trochę za szybko, pewnie z nadmiaru energii pobudzonej poprzedniego dnia..
Jurek Sitek










