Laskowik bawi jak za dawnych lat.
Tego dnia artyści z Poznania zagrali dwa razy dla kompletu publiczności - Zenon Laskowik bowiem to marka gwarantująca dobrą zabawę.
Wychodząc z założenia, że najlepszą terapią na szarą rzeczywistość jest śmiech, twórcy nie bali się żartować ze złej sytuacji w polskich szpitalach, ewakuacji chorych, niskich płac, strajków. Przez wiele ostatnich lat Zenona Laskowika mogliśmy podziwiać tylko w telewizyjnych powtórkach programów poznańskiego Teya. Oglądając go dziś, aż trudno uwierzyć, że przez tak długi czas był nieobecny na scenie. Wciąż z tym samym wdziękiem wcielał się w role bohaterów skeczy sprawiając wrażenie, jakby sam dobrze bawił się na scenie. W Kabareciami widzimy więc Laskowika jako księdza, ojca czytającego gazetę, hejnalistę grającego
na grzebieniu. Momentami nawiązujący bezpośredni dialog z widzami, zachęcający ich do wspólnego śpiewania wielu osobom z pewnością przypomniał lata 70 i 80-te, kiedy na tyłach sklepu razem z Bohdanem Smoleniem żartował z absurdów PRL-owskiej rzeczywistości. Jednak w Kabareciami nie ma powtórki z rozrywki - to premierowy materiał, z którym Zenon Laskowik jeździ po całej Polsce.
Gdy podczas występu znikał za kurtyną, na scenie pojawiali się inni aktorzy, których wyszkowska publiczność również przyjęła z otwartością. Artyści zaprezentowali ogłoszenia matrymonialne na wesoło, piosenki o chłopcach, którzy wyjechali do Londynu i sprzedawczyni, która radzi sobie z każdym klientem. Był też czarny humor i skecz o poetach.
Justyna Pochmara